| Majowy weekend na regatach w Zbąszyniu |
| Wpisany przez Gosia Świtońska |
| środa, 02 czerwca 2010 09:05 |
|
Ostatni majowy weekend 2010 roku spędziliśmy w Zbąszyniu, przeuroczym kameralnym miasteczku nad brzegiem jeziora Błędno zwanego potocznie jeziorem Zbąszyńskim. Doskonały dojazd z Poznania zachęca do szybkiego wypadu nad wodę. Dodatkowym atutem poza dojazdem jest jak się okazuje sam akwen. Jezioro ma powierzchnię 750 ha długości, 7,1 km i szerokości 2,2 km. W najgłębszym miejscu osiaga dno na 10 metrach. Jego regularna linia brzegowa stwarza wyśmienite warunki do uprawiania żeglarstwa o czym mogliśmy się przekonać na własnej skórze. Niewiele ponadto jest akwenów w niedalekim sąsiedztwie Poznania po których można swobodnie pływać.
Dużym zaskoczeniem był dla nas fakt, że na jeziorze oprócz naszych regatowych rumaków na palcach jednej ręki można było policzyć pojawiające się na horyzoncie żagle. Całe jezioro jakby wynajęte na regaty to nie lada rarytas! Stwarzało to ogromny komfort pływania. Impreza rozpoczynała się w piątek, kiedy to ekipy mogły potrenować zwroty i halsówki. Wtedy również biuro zawodów dopełniało stosowne formalności. Zrzedły nam nieco miny kiedy popołudniu nad klubem zawisła czarna chmura i zmoczyła wszystko co stanęło na jej drodze. Ślicznie zadbane miejsce zamieniło się w ogromną kałużę i wielu z nas było pełnych obaw co przyniesie sobota. Zimny i deszczowy tegoroczny maj nie dopieszcza nas warunkami pogodowymi. Dodając sobie otuchy pokrzepiliśmy się pyszną kiełbaską z grilla którą na poprawę nastroju popiliśmy kufelkiem piwa. Zmęczeni i przemoczeni zaszyliśmy się w swoich ciepłych hotelach. I tu brawo dla organizatora – w tak niewielkiej miejscowości zaproponował nam bardzo szeroką ofertę noclegową. Każdy znalazł odpowiednie dla własnych potrzeb warunki.
Sobota była dla nas sporym zaskoczeniem. Grunt na którym stały żaglówki przeschnął na tyle ze nie czuliśmy się jak czaple na żerowisku. Słońce przyjemnie ocieplało atmosferę a i wiatr stwarzał nadzieję że będzie na czym się ścigać. Start odbył się bez zakłóceń. W kolejności startowały katamarany klas: A-Cat, Topcat K2, Toranado oraz Open. Każda z klas reprezentowana była przez przynajmniej kilka załóg. Bardzo cieszyliśmy się że w klasie Topcat K2 do wyścigów zgłosiło się aż 8 katamaranów. Im więcej konkurencji tym więcej emocji! A emocji i tak nie zabrakło. Wiatr postanowił nam nieco utrudnić pływanie, bo momentami słabł i trzeba było trochę pokombinować jak go zaprząc do pracy. Trasa była bowiem ustawiona na tzw. „śledzia” , a boja zwrotna tkwiła w dość sporej odległości od startu, co przy zanikającym momentami wietrze stwarzało dość trudne warunki do pokonania ustanowionego przepisami tych regat dystansu.
Były też i wypadki losowe. Jedna z łódek straciła maszt, nam natomiast w drugim biegu złamał się przedłużacz. Na szczęście do kei nie było daleko i w przerwie między biegami udało nam się szybciutko naprawić usterkę i na czas wystartować w kolejnym wyścigu. Do końca dnia nie było juz żadnych nieprzewidzianych zdarzeń i każdy mógł spokojnie odpocząć przed kolejnym. A odpocząć to również zabawić się. Organizator zadbał o to doskonale i wieczór można było spędzić przy dźwiękach „kozła” (regionalnego instrumentu ludowego) zajadając przy tym same pyszności. Dzień był bowiem udany, słoneczny i ciepły a przede wszystkim „żeglarski” było zatem co świętować i odreagowywać.
Niedziela przywitała nas silnym wiatrem i już niestety nie było tak ciepło jak dnia poprzedniego. Ale za to jakie pływanie! Szybko i sprawnie przeprowadzone trzy wyścigi dały nam ogromną radość z żeglowania. Dość nieprzyjemnie zakończył się jedynie jeden z wyścigów dla dwóch A-Cat-ów. W ferworze walki jeden z nich wracał na brzeg z uszkodzoną burtą. Poza tym incydentem żadnych strat w ludziach i sprzęcie nie było. Mając na uwadze właśnie bezpieczeństwo jedna z ekip wycofała się z wyścigu z powodu zbyt silnego wiatru.
Zakończenie regat przewidziano na godzinę 15.30. Pomimo ulewnego deszczu towarzyszącemu ceremonii nikomu włos na głowie nie zmókł. Wręczenie pucharów, dyplomów i nagród odbyło się bowiem na sporych rozmiarów scenie i przebiegało bardzo sprawnie. Było dużo śmiechu i ogromne zaskoczenie, ponieważ każdy wylosował jakąś nagrodę i otrzymał dyplom. Nagrody były cenne i spore w przenośni i dosłownie. Jak mróweczki wynosiliśmy ze sceny zdobyte trofea w postaci mebli z IKEI. Można było również wylosować pobyty w SPA i pyszne trunki.
Jestem pewna, że wielu z nas imprezę zaliczy do bardzo udanych. Nietylko ze względu na miejsce w którym się odbywała, ale przede wszystkim ze względu na panująca podczas zawodów atmosferę, życzliwych wobec siebie zawodników, przemiłą komisję sędziowską, a przede wszystkim ze względu na popularyzatora i ogromnego miłośnika katamaranów, organizatora tej imprezy Mariana Tobysa. Zdjęcia - dzięki uprzejmości Wojtka Załustowicza |





