| Latem na wodzie, zimą po lodzie... |
| Wpisany przez Marcin Krzyżosiak |
| niedziela, 01 lutego 2009 20:19 |
|
1 lutego 2009 r. dzięki uperzejmości Adama Ślusiewicza mieliśmy okazję sprobować latania na bojerze. Przygoda była tym większa, że dla każdego z nas był to pierwszy raz :) Wyprawa zaczęła się wczesnym porankiem, gdyż każdy z nas miał przed sobą długą drogę. Marian wyruszył ze Zbąszynia i po drodze, z Poznania zabrał Michała. Ja swą podróż rozpocząłem we Wrocławiu. Na szczęście pogoda nam sprzyjała i ok godziny 11 spotkaliśmy się nad Zalewem Sulejowskim. Na miejscu Adam przywitał nas śniadaniem i gorącą herbatą. Następnie wraz z bojerem na wózku wybraliśmy się w stronę zalewu. Składanie łódki poszło nam dość sprawnie i szybko byliśmy gotowi do latania.
Pierwszy, instruktarzowy lot odbył Adam, po czym pczęstował nas kubkiem herbaty i powiedział: "Jesteście jak piloci kamikadze. Oni też przed swym ostatnim lotem dostawali szklankę sake..." Dobił nas, wręczając kły morsa (urządzenie do wydostawania się z przerębli) i mówiąc: "Z pewnością to wam się przyda..." Następnie wszyscy odbyliśmy swoje dziewicze loty. Wyglądało to pewnie dość pociesznie, no ale cóż - pierwsze koty za płoty :) Ale już po czterech godzinach zaczęliśmy łapać o co chodzi...
Niestety czas jest nieubłagany, a przed nami była długa droga powrotnia, więc około godziny 16 musieliśmy "zwinąć" sprzęt. Na brzegu czekała na nas pyszna kolacja (za co serdecznie dziękujemy Adamowi i jego uroczej żonie), wymienilismy kilka poglądów i cóż, wyruszyliśmy w dorgę powrotną.
Nie ujechałem więcej niż 100 kilometrów, jak zadzwonił do mnie Marian i powiedział: "Wiesz, już kombinuję jak przeobić swego cata na bojer..." Niewątpliwie latanie na bojerach jest nowym ciekawym doświadczeniem i z pewnością jeszcze tego spróbujemy :) |



