| Relacja z regat Katamaran Cup Zbąszyń 2011 |
| Wpisany przez Gosia Świtońska |
| piątek, 03 czerwca 2011 20:36 |
|
Piątek…13-go! Wiele załóg zdecydowało się przyjechać właśnie w tym terminie. Kolejni, którzy zapragnęli poczuć dreszczyk emocji związany ze startem dotarli w sobotę. Pomimo wcześniejszych zapowiedzi METEO grzmiących, że weekend będzie paskudnie zimny i deszczowy - sobota przywitała nas pięknym słońcem i …brakiem wiatru! Pomimo takiego obrotu sprawy ceremonia oficjalnego otwarcia regat odbyła się punktualnie i wszystkie załogi stawiły się na miejscu ażeby podnieść banderę i wraz z władzami Zbąszynia rozpocząć imprezę. Jeszcze na otwarciu komisja sędziowska odroczyła regaty do momentu pierwszego poważniejszego podmuchu. Wszyscy rozeszliśmy się przygotowując łódki do startu. Słońce grzało co raz mocniej, ale każdy z niecierpliwością wyczekiwał wiatru. W końcu zaczęło wiać… wiać na tyle, że w mgnieniu oka wszyscy znaleźliśmy się na wodzie. Sygnał do startu i ruszyliśmy! W pierwszej kolejności A-CAT-y (4 załogi), potem K-2 (15 załóg) i na końcu klasa OPEN, której wyniki przeliczane były według TEXEL. Wiele emocji rodził jak zwykle wiatr, który raz powiewał, innym razem przestawał. Cała taktyka regatowa wzięła w łeb przy ostatnim z wyścigów tego dnia, ponieważ wiatr który wiał całkiem równo zaczął słabnąć i robić psikusy. Najlepsi z najlepszych uplasowani na dobrych pozycjach wpadli w sidła słabych podmuchów i „odkrętek”. Nie wszyscy zmieścili się w czasie… Po tak dużych emocjach jakie zgotowała nam przyroda i przy poczęstunku na kei wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali wieczoru. A było na co czekać… Ubrani jednakowo w białe pamiątkowe koszulki polo, które każdy z uczestników otrzymał w momencie opłaty za start zjawiliśmy się wszyscy na Rynku w Zbąszyniu. I tutaj czekała nas pierwsza niespodzianka. Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej otwarte w ramach „Nocy Muzeów” odsłoniło przed nami swoje tajemnice. Wśród nich liczne zdjęcia mieszkańców, ogromną kolekcję szyldów i zamków, ubiory z Regionu Kozła, a także co było nie lada atrakcją dla wielu - udostępniona przez prywatnego kolekcjonera wystawa dzwonków rowerowych i rower na ogromnym kole jaki możemy już oglądać jedynie na filmach z minionych epok. Po wyjściu z muzeum udaliśmy się wszyscy do hotelu SWEDWOOD-u na kręgielnię i małe co nieco. Rywalizacja z wody przeniosła się zatem na parkiet kręgielni i stoły bilardowe. W przemiłej atmosferze i przy pysznej przekąsce wszyscy bawiliśmy się do późnego wieczora. Do późna, ale nie do białego rana, ponieważ przed nami był kolejny dzień regat a każdy chciał zająć wymarzone przez siebie miejsce. Do tego przecież potrzeba przecież nie lada uwagi, koncentracji i kondycji. W nocy zgodnie z zapowiedzią popadał deszcz. Hmm…popadał?? Lało jak z cebra! Do rana na szczęście jednak wypogodziło się na tyle że mogliśmy zejść na wodę. Nie było już tak ciepło jak poprzedniego dnia ale przynajmniej nie padało! Dzięki temu że wiało 2 do 3 Beauforta wszystkie trzy wyścigi odbyły się szybko i sprawnie. Rozemocjonowani zeszliśmy z wody. Punktualne zakończenie z wręczeniem nagród i dyplomów odbyło się sprawnie i przy akompaniamencie dziecięcej orkiestry dętej nastroje pomimo nieuchronnego końca imprezy dopisywały. Jeszcze tylko oficjalne podziękowania, bandera z masztu i ….do przyszłego roku!
|


